wtorek, 1 grudnia 2020

Jak przygotować się do świąt Bożego Narodzenia, gdy zabrakło szczęśliwego narodzenia?

 

Każde życie choćby najmniejsze, choćby trwało krótko, wyda swój owoc. Owocem życia naszej Basi jest moja codzienna praca - posługa w Fundacji Donum Vitae, ale szczególnym owocem było opracowanie internetowych rekolekcji dla Rodziców po stracie.

Pomysł narodził się rok temu, przy moim fundacyjnym biurku. Pomyślałam: "niedługo święta" i wtedy wróciły wspomnienia. Nasza Basia miała urodzić się, właśnie w Boże Narodzenie, niestety stało się inaczej, nieoczekiwanie pojawiła się na świecie już 9 sierpnia. Całą naszą historię możesz przeczytać >TUTAJ<.  Kiedy po poronieniu zbliżał się czas świąteczny, wszystkie pojawiające się błyskotki na ulicach, w sklepach zaczęły mnie drażnić. Nie chciałam tych świąt, nie chciałam udawać przy wigilijnym stole, jak świetnie daję sobie radę, jaka jestem wdzięczna. Jak tylko to możliwe unikałam słuchania kolęd i dzielenia się opłatkiem. Dlaczego? Bardzo dobrze wiedziałam, że mogą one naruszyć pozorny spokój, jaki wmawiałam sobie, że mam w swoim sercu. Po raz pierwszy doświadczyłam, co znaczy puste miejsce przy stole... Nie tak miały wyglądać te święta! 

Te wspomnienia i doświadczenia spotkań z innymi rodzicami po stracie, pokazały mi, że w tych dawnych przeżyciach nie jestem osamotniona. Poza mną są też inne osoby, które tak samo boją się tych świąt i rodzinnych spotkań, które zasiadają do wigilijnego stołu z pustką w sercu. Co mogę dziś im dać? Co powiedzieć? Jak można przygotować się do Świąt Bożego Narodzenia, gdy zabrakło szczęśliwego narodzenia?

Z różańcem w ręku zaczęłam szukać odpowiedzi i tak powoli powstawał nasz projekt adwentowy. Nie miałam wtedy na tyle w sobie odwagi, aby mówić o rekolekcjach. Opiekę duchową nad tym wydarzeniem objął ks. Tomek - nasz duszpasterz Rodziców po stracie Dzieci. Dużo czasu spędziliśmy nad omówieniem każdego dnia. Czasami było ciężko, przychodziły trudności, pojawiały się łzy... Ale udało się! Stworzyliśmy coś pięknego! W naszych rekolekcjach wzięło udział 155 osób, nadesłane świadectwa były dla mnie potwierdzeniem, że to była dobra droga, że to jest dzieło Pana Boga.

Dziś rozpoczęliśmy drugi cykl internetowcy rekolekcji adwentowych dla Rodziców po stracie. Pojawiają się nowe emocje, nowe pytania, czasem wątpliwości. To będzie wyjątkowy czas! 

Jeżeli jesteś Rodzicem po stracie, zapraszam Cię na naszą stronę internetową: FUNDACJA DONUM VITAE, tam poznasz wszelkie szczegóły dotyczące projektu. Możesz też w każdej chwili do nas dołączyć.

środa, 18 listopada 2020

Zakładka

 

ZAKŁADKA

weryfikując mądrość życiową

poszukując nieznanego

kartkując myśli zamknięte

stwarzając nową pojęciowość

dumnym ruchem ręki

zapisując kolejne stwierdzenie

czasem z zabarwieniem

indywidualnego abstrakcjonizmu

aby tylko nie zamknąć się

w ramach książkowości

/18.11.2007/

wtorek, 11 sierpnia 2020

Ranek

RANEK
Cieniutka pajęczynka myśli
spowita małą kropelką rosy.
Jaskrawa zieleń trawy
leniwie prostującej swe kłosy.
Płatki delikatne, jak aksamit
koronę barwy nakładają.
A słońce promieniami swymi
budzi z nocnej ciszy
delikatnością konkretną.
Jutrznia już rozbrzmiewa
słowa psalmów płyną do Nieba.
Kiedy rano człowiek wstaje 
Pan mu siły daje.
/29.11.2006/
 

czwartek, 9 lipca 2020

Ostatnie pożegnanie...

 
 
Moment narodzin zawsze kojarzy nam się z perspektywą przywitania nowego członka rodziny. Jest to ta chwila, w której doświadczamy, że oto nowe życie jest wśród nas – po drugiej stronie brzuszka. Jednak nie zawsze tak jest. Czasami los płata nam figla i przywitanie, okazuje się krótkim pożegnaniem. Miało być nowe życie, a tymczasem nie ma nic, tylko ta dziwna pustka, która odbija się jak echo w Twoim sercu, w głowię… Trudno określić co się dzieje. Z jednej strony jest ulga (może zabrzmi to dość dziwnie, ale jest). Ulga ta wyrażona jest w westchnieniu, że już po wszystkim. Ten najsilniejszy ból fizyczny ustąpił, ciała już nie wykręca, organizm zdaje się fizycznie wyciszać – odpoczywa. Natomiast z drugiej strony jest ten drugi świat, nasze wnętrze bogate w cały wachlarz możliwości, niczym skarbiec: przeżyć, myśli, emocji, doświadczeń itp. To właśnie one wyjdą na pierwszy plan w czasie żałoby, która prędzej czy później upomina się o Ciebie, uświadamiając, że nie jest to koniec, lecz dopiero początek trudnej drogi, która staje się wyzwaniem w każdej sferze ludzkiego życia.

Opisałam Ci już naszą historię, jednak to nie koniec… Następnego dnia wszystko zmieniło się o 180 stopni, a to za sprawą ordynatora. Kiedy ten przyszedł w poniedziałek na dyżur, od razu dowiedział się o wydarzeniach z ubiegłego dnia. Zaskoczył mnie, ponieważ przyszedł do mnie do sali, przywitał się, okazał postawę zrozumienia i nagle okazało się, że w tym szpitalu można mówić ludzkim głosem. Tym razem nie było sformułowań „to coś” czy „płód”, było normalnie, tak jak być  powinno – osobowo. Przychodząc do sali, lekarz już wiedział jakie imię zostało nadane naszej córeczce, więc wprost mówił po prostu o Basi. W tym podejściu nie powinno być zdziwienia, to powinna być NORMA, niestety nie jest. Przedmiotowe podejście sprawia, że rodzice nie tylko doświadczają straty dziecka, ale również muszą walczyć o jego godność i prawa.

Pogrzeb Basi był pięknym dniem. Wydaje się to dziwne, ale tak to przeżyliśmy. Chcieliśmy wobec niej zrobić to, co możemy, co zostało nam dane. Nasze „ostatnie pożegnanie” było naszą misją, która w pewien sposób dawała poczucie, że daliśmy radę. Wszystko chcieliśmy sami, sami owinęliśmy jej ciałko i włożyliśmy do białej trumienki, sami ją wnieśliśmy do kościoła składając przed ołtarzem, sami nieśliśmy jej krzyż, jak również Krzysiu sam złożył ją w grobie. Mieliśmy poczucie, że tylko i aż tyle możemy dla niej zrobić.
 

  Rodzice na różnym etapie rozwoju ciąży tracą swoje maleństwa, zawsze jest to dla nich ogromny ból i cierpienie, które wzrasta tym bardziej w sytuacji niezrozumienia przez środowisko. W tym wszystkim, co towarzyszy rodzicom jest wielki zamęt własnych przeżyć i tego, co mówi druga strona. Można się pogubić, można nie zapytać, można nie wiedzieć… Im dłużej pracuję w Fundacji Donum Vitae w Szczecinie, im bardziej poznaję różne historię Rodziców po stracie, tym bardziej doświadczam tego, że Rodzice Dzieci Utraconych: mają prawa, ale nie mają czasu. Decyzję musisz podjąć tu i teraz, przed poronieniem, w trakcie poronienia lub zaraz po. Dostajesz na to kilka sekund, czasami kobieta jest sama, nie ma obok męża, który mógłby jej pomóc.
 
Dlatego wewnętrznie czuję taki spokój, kiedy jestem przy grobie mojego dziecka i cieszę się, że są ludzie, którzy walczą o pochówek dla Dzieci Utraconych, o ich godność spoczynku, ale również i powrót rodziców, którzy chcą im towarzyszyć w ostatnim pożegnaniu z wiarą i nadzieją na spotkanie ze swoimi dziećmi w przyszłości w Niebie. Kiedy to nastąpi? To już Pan raczy wiedzieć…

poniedziałek, 25 maja 2020

Jak wyglądał ten dzień, w którym masz wrażenie, że początek staje się końcem...?

Jest niedziela, od tygodnia przebywam w szpitalu. Od trzech dni mam skurcze co 3 minuty czasami wydłuża się do 8 minut. Raz w ciągu doby jest dłuższa przerwa. Wtedy mam nadzieję, że któreś z leków zadziałało i jest już poprawa. Nowe życie mieszka we mnie od 21 tygodni, nie znamy jeszcze płci, półmetek za nami! Teraz też czułam, że jest dobrze. Poszłam na chwilę do łazienki, na poranną toaletę, nic wielkiego, żeby tylko nie robić zbędnych ruchów. Kiedy zbieram się do wyjścia, nagle moje ciało przeszywa ogromny ból. Wygląda to jak w jakimś dramacie telewizyjnym. Najpierw ból, który przeszywa ciało, później osuwam się na podłogę i dostrzegam kałużę krwi. Powinnam kogoś zawołać, ale ból jest na tyle silny, że nie daję rady podejść do włącznika, którym mogłabym dać znak, że potrzebuję pomocy. W łazience jestem sama. To poczucie samotności niedługo stanie się moim towarzyszem na wiele miesięcy, ale wtedy tego nie wiedziałam. Pojawia się wola walki. Zaczynam przez ten ból resztkami sił krzyczeć. Dość szybko się udało! Do łazienki wchodzą dwie położne i lekarz. Zaczyna się szybka wymiana zdań. Położne pomagają mi usiąść na krzesełku, w przerwie między skurczami podtrzymywana pod pachami dowlekam się na salę porodową, która znajdowała się akurat najbliżej łazienki.

Jako pierwsza bada mnie położna, po chwili słyszę: „Rozpoczął się proces poronienia!”. Czuję, że zaraz zemdleję! Zabrzmiało to tak oficjalnie i uroczyście, jakby za chwilę ordynator miał zabrać głos i wygłosić jakąś wielką mowę. Ten efekt połączony ze słowami, które jakby w zwolnionym tempie docierały do mnie, przeszył całe moje ciało włącznie z duszą. Czuję się słabo, a jednocześnie ból wygina moje ciało, nie mam sił, po tych wszystkich dniach naprawdę czuję, jak słabnę. Są ludzie naokoło, zbiera się ich coraz więcej, a ja coraz bardziej zaczynam odczuwać brak drugiego człowieka. Od tej chwili dla mnie: kobiety, matki, człowieka zaczyna się horror połączony z niedowierzaniem. Nie wiem, w co bardziej jest mi trudniej uwierzyć, czy w to, że to faktycznie zaczęło się – ten uroczyście ogłoszony proces, czy w to, jak za chwilę zostanę potraktowana.

Chwilę później po tym, jak ogłoszono znamienne słowa, na porodówce zaczyna się ruch. Niektórzy biegają, w jedną i w drugą stronę. Nagle przynoszą teczki, lekarz i położna zasiadają przy biurku i się zaczyna… Pani imię i nazwisko… Miejsce zamieszkania… Imię ojca dziecka… Będzie pani TO chowała…

Mój Boże, co się dzieje? Płód, owe „TO”… Jakieś dokumenty… Naprawdę taki język, taka znieczulica…? A gdzie w tym wszystkim ja i moja godność jako człowieka? Gdzie godność mojego dziecka skoro zostało nazwane „TO”? Czy to naprawdę jakaś cholerna procedura, kiedy w bólu ciała i duszy, będąc naprawdę w tak wielkim szoku, jesteś skazana na pytanie, za pytaniem… Odpowiadam i walczę! Walczę sama z sobą, z moim bólem i z terminologią. Moje marzenie to drugi człowiek – ktoś, kto zatrzyma się tu i teraz, weźmie za rękę i po prostu będzie…

A cały proces mknie niczym z procy. Wszystko odbywa się jak normalny poród. Nagle jest! Moje 15 centymetrów szczęścia i miłości! Zanurzam się w tym widoku… chciałabym tę chwilę zatrzymać… powiedzieć stop… przytulić do serca… zrobić cokolwiek… Jednak czas jest nieubłagany – on nie chce się zatrzymać, nie daje mi nawet tego prezentu, aby zebrać się i pobyć razem, jak matka i córka.

Wśród tego całego zamieszania zarówno w sali, jak i w mojej głowie, sercu pojawia się jedna kobieta, jakby nasz cichy Anioł zesłany przez Boga i pyta się, czy chcę ochrzcić córkę i jakie nadaję jej imię. Odpowiadam wdzięczna całym swym sercem tej kobiecie, że proszę o chrzest i że moja córka będzie miała na imię Basia. Po chrzcie świętym z wody moją Kruszynkę przejął lekarz, położył na wadze, pokręcił głową, że brakuje wagi i wyszedł, zabierając ze sobą całą swoją świtę. Przy Basi została już tylko mój Anioł Położna, która czuwała przy jej owiniętym ciałku i palcem głaskała po główce.

Z tego obrazu wyrywa mnie lekarz. Mówi, że muszę być silna, bo jeszcze trzeba będzie wyłyżeczkować jamę macicy, aby wyjąć całe łożysko. Zostaje mi coś podane dożylnie, bardzo szybko zaczyna mi się kręcić w głowie i powraca… Mój nieodzowny towarzysz – ból, który tym razem jest inny i jeszcze bardziej wydaje się nie do zniesienia. Pamiętam, że w głowie miałam już tylko jedną myśl: „kiedy w końce skończy się to wszystko”. Pytałam się sama siebie i miałam wrażenie, że z każdą sekundą słabnę coraz bardziej…

Gdy było już po wszystkim, przewieziono mnie do innej sali. Moje rzeczy już tam czekały. Położna powiedziała, że nie mogę ani jeść, ani pić, ani wstawać z łóżka i wyszła. W sali zostałam sama. Ja i… Bólu już nie było… Teraz jego miejsce zastąpiło poczucie pustki, samotności i zmęczenia. Nie miałam już nawet siły, aby zapłakać. Tak bardzo chciałam, ale nie mogłam, po prostu cisza, pustka i bicie serca – jednego serca, tylko mojego…

MALEŃKA
tak maleńka do nas przyszłaś
jak kropelka z rannej rosy
Basia – cudzoziemka
więc zabrały Cię Niebiosa
obca była Ci ta ziemia
obce okazało się me łono
narodziłaś się nie dla świata
lecz dla Nieba – Ty wiedziałaś
dokąd zmierzać trzeba
twoich ruchów już nie czuję
ale pustki w sercu także nie ma
bo Ty jesteś – tak ja czuję
tam gdzie dusza moja zmierza
nie rozumiem i nie pytam
choć tęsknotę nadal czuję
dziś przyjmuję Twoją wolę
lecz o jedno proszę czulę –
jesteś Ojcem więc zrozumiesz
gdy i moja zbliży się godzina
pozwól mej Córeczce wyjść
tu po mnie – niech zabierze mnie
tam gdzie życie nowe się rozpoczyna
przed oblicze Ojca – Syna

Dziś jestem w innym momencie życia, moja historia jest jedną z wielu historii ludzkiego cierpienia. Czego doświadczam każdego dnia w rozmowach z Rodzicami po stracie. Jeżeli potrzebujecie takiej rozmowy, wsparcia, pomocy to zapraszam Was do Fundacji Donum Vitae, znajdziecie nas również na fb: Fundacja Donum Vitae - nasze Dzieci Utracone


Zapraszam też na wywiad w "Pytaniu na Śniadanie", gdzie opowiedziałam swoją historię: